Podziel się Wykop Zaćwierkaj

Czy to prima aprilis?

O tym, dlaczego tabloidy pierwsze wiedzą, że żona zdradza męża, skąd się wziął wieloryb w Wiśle i czy warto zachować czujność opowiada prof. dr hab. Wiesław Godzic, medioznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej

Rozmawiała: Anna Błaszkiewicz

Dziś miała nastąpić zagłada świata. Napisał o tym wczorajszy „Fakt”, a „Super Express” potwierdził tę przepowiednię.
Nie mówmy hop, minęło dopiero południe.

Poza tym gigantyczne szczury-mutanty zaatakowały Anglię. A u rolnika spod Jarocina ufoludki zrobiły idealnie okrągłą dziurę na polu. Anonimowy ekspert ocenił, że obca cywilizacja pobiera w ten sposób próbki ziemi do badań. Myśli Pan, że ktoś takie informacje traktuje poważnie?
Zacznijmy od tego, że są media „dalekie” i „bliskie”. Te „dalekie” uważamy za rzetelne. Wierzymy, że każda podawana przez nie informacja była wcześniej kilka razy sprawdzana przez dziennikarzy, którzy pracują w szklanych wieżowcach i odbierają depesze ze świata. Ale są też media „bliskie”, które opowiadają o dziurze w płocie, o sąsiedzie zdradzającym żonę i o gwieździe naszego ulubionego serialu. Nie mamy pewności, że wszystkie te historie są prawdziwe. Przecież sami też czasem zmyślamy, dowcipkujemy, kpimy, mówimy: „bezalkoholowe” i – tak jak w reklamie piwa – mrugamy okiem. Tabloidy są jak nasz kumpel, który czasem fantazjuje. Przyznajemy im prawo do opowiadania nieprawdopodobnych historii, traktujemy je z dystansem.

A więc nie jesteśmy okłamywani, tylko całkowicie świadomie przyjmujemy tę konwencję?
Widziałem na jakimś bazarze, jak studiuje się jeden egzemplarz „Super Expressu”. Powoli czyta się całe zdanie, analizuje pojedyncze słowa, ogląda się tekst z każdej strony. Czytelnicy to potrafią, tylko nie zawsze chce im się ten proces myślowy uruchomić. Często powtarzają informację o wielorybie, który płynie w górę Wisły, choć mogliby stuknąć się w czoło i powiedzieć: „Co to za głupota!”. To wrażenie podobne do stanu, który przeżywamy, oglądając film. Wiemy przecież, że występują w nim aktorzy, ale płaczemy, gdy główna bohaterka umiera.
Jestem przekonany, że czytelnicy nie są głupi, ale bardzo podejrzliwi, sceptyczni i nastawieni ironicznie.

Ale przecież gazety kupujemy nie tylko dla rozrywki. Szukamy w nich prawdziwych informacji.
Kłopot polega na tym, że informacje coraz rzadziej otrzymujemy z renomowanych agencji prasowych. Częściej pochodzą one np. od dziennikarza obywatelskiego czy od człowieka, który przypadkiem przejeżdżał obok wypadku i pstryknął zdjęcie. Wydawcy, a więc ludzie, którzy oceniają, czy otrzymana przez nich wiadomość jest wiarygodna i można ją rozpowszechniać, zwykle mają bardzo mało czasu na decyzję. Mogą podać od razu  niesprawdzoną informację albo poczekać. Jeśli jako pierwsi opowiedzą o czymś ważnym, wygrają.  Ale jeżeli wiadomość okaże się nieprawdziwa, polegną. Tabloidy wybierają tę pierwszą, ryzykowną strategię: „puszczajmy dalej, może to prawda”. Na szczęście ciągle istnieją gazety, które po wielokroć sprawdzają każdą informację i prowadzą rzetelne śledztwa dziennikarskie.

A my właściwie nigdy nie wiemy, kiedy media mówią prawdę?
Jeśli obok poważnej informacji o walkach na Ukrainie, widzimy wiadomość o dwugłowym cielęciu, trudno nam osądzić, co się wydarzyło naprawdę, a co tylko na niby. Czy to prima aprilis? Czy oni się wygłupiają? A może nami manipulują? Kłopot polega na tym, że zwykle nie mamy czasu, by o tym pomyśleć, bo już do naszej głowy trafiają następne informacje. Oczywiście, o ile się na to godzimy. Ja radzę, by być bardziej świadomym odbiorcą i spokojnie analizować przekaz – dyskutować o nim, zastanawiać się nad jego sensem, pytać innych, co o danej sprawie sądzą. Podoba mi się stwierdzenie jednego z ojców amerykańskiej prasy, że mamy wolność słowa, ale to, co jest nam ogromnie potrzebne, to wolność do określenia, znalezienia i nazwania kłamstwa. My zachłystujemy się tą wolnością słowa, a zapominamy, że powinniśmy być nieustannie i na każdym etapie czujni, bo kłamstwo nie śpi…

To po czym poznać, że artykuł jest zmyślony?
Trzeba dokładnie czytać całe teksty. Jeżeli bardzo poważna wiadomość jest skwitowana zaledwie kilkoma zdaniami, a informacje w nich zawarte dałoby się streścić w kilku słowach, bądźmy podejrzliwi. Jeśli tekst jest „pourywany” w różnych miejscach, to też powinno wzbudzić naszą czujność. Tabloidy często rozbudzają ciekawość czytelników, a potem nic nie wyjaśniają.

Manipulują?
O manipulacji możemy mówić, gdy znamy intencje nadawcy. Wiemy, że znał prawdę, ale celowo ją zataił lub posłużył się kłamstwem. Tabloidy się do tego nie przyznają, więc zwykle nie mamy tej pewności.

Dlaczego „Fakt” i „Super Express” są teraz najpopularniejszymi gazetami?
Nie tylko w Polsce, ale prawie we wszystkich krajach tabloidy najlepiej się sprzedają i są najchętniej czytane. Zaspokajają naszą potrzebę wścibstwa i podglądactwa. To łatwa lektura – zdania są krótkie i proste, jest dużo obrazków, więc przekaz staje się bardzo przystępny. Tabloidy są powierzchowne i płytkie, ale mają ogromną siłę przyciągania, bo działają na nasze emocje. Gazety opinii zazdroszczą im tej zdolności zjednywania sobie czytelników. Tabloid potrafi krzyknąć: „Ty złodzieju!” i bez wyroku sądowego wiemy, kto jest winien. Niestety często nadużywają tej władzy, rzucając fałszywe oskarżenia. Potrafią osądzić kogoś na podstawie jednej, kruchej przesłanki. To bardzo groźne. Ale przecież powściągliwość nie jest ich cechą. Wprost przeciwnie, tabloidy to padlinożercy. One niewiele wyjaśniają, tylko krzyczą.

Powinniśmy się z tym godzić?
Nie chodzi o to, by nałożyć kaganiec na tabloidy. Ale jeśli uważamy, że ich działanie jest szkodliwe i głupie, bo rani ludzi, nie kupujmy ich i nie czytajmy, nie przyczyniajmy się do budowania „imperium zła”. Możemy też pośrednio wpływać na tabloidy – pisać maile w konkretnych sprawach, dzwonić. Proszę mi wierzyć, znam to środowisko i wiem, że się trochę opiniami czytelników przejmują. Postuluję więc postawę obywatelską. Przypominajmy im, że nie mogą oskarżać bezpodstawnie, konstruktywnie krytykujmy, zamiast psioczyć.

Jest jakaś alternatywa dla tabloidów? A może one się zmienią?
Przydałaby się nam dobra i przystępna gazeta, która daje do myślenia, a nie jest przemądrzała.  Prasa opinii powinna wyjść z wieży z kości słoniowej i zbliżyć się do czytelnika, także przez zmianę języka. W tabloidach są np. świetne tytuły i leady – nie trzeba nawet czytać tekstu, by wiedzieć, o co chodzi. „Poważne” gazety mają z tym kłopot, starają się mówić w sposób zbyt wyszukany. A powinny być blisko odbiorców, jak tabloidy, tylko wyżej podnosić nam poprzeczkę – mówić, że świat wcale nie jest prosty i prymitywny, ale nie jest też tak bardzo skomplikowany, jak to się wydaje naukowcom zamkniętym w swoich gabinetach.

na początek