Podziel się Wykop Zaćwierkaj

Jest tak, a nie inaczej

O tym, dlaczego niektórzy nas informują, a inni usiłują przekonać, kto komu robi obciach i czy czytelnikom różnych gazet łatwo się ze sobą porozumieć, opowiada dr Laura Polkowska, językoznawca

Rozmawiała: Anna Błaszkiewicz

Czy język, jakiego używa dziennikarz, ma wpływ na to, jak czytelnik będzie postrzegał konkretny problem, wydarzenie czy spór?
Język ma na to wpływ pierwszorzędny. Dziennikarz może np. napisać, że Iksiński nas o czymś „poinformował”, ale może też użyć czasownika „przekonywał” albo sformułowania „usiłował przekonać”. W ten sposób zasugeruje, że Iksińskiemu nie chodzi o nic dobrego, a to, co mówi, nie jest prawdą. Wyrazy, które nie są neutralne, tylko zawierają jakiś element wartościujący, pozwalają dziennikarzowi narzucać swoje zdanie innym. W tekstach pojawia się bardzo wiele takich elementów, dzięki którym dziennikarz przekazuje – świadomie albo nieświadomie – swoje oceny i opinie. Najgorzej, gdy są one ukryte i na pierwszy rzut oka w ogóle ich nie widać, jak np. w zdaniu: „Nawet wśród polityków tej partii zdarzają się uczciwi ludzie”. Wyraz „nawet” narzuca nam określoną perspektywę, ale przeciętny czytelnik tego nie dostrzeże. Jeśli dziennikarz relacjonuje, że na jakimś spotkaniu pojawił się Iksiński, a potem zadaje pytanie retoryczne: „Ciekawe, co on tam robił?”, może zasugerować, że Iksiński robił coś nieuczciwego. A jeżeli dorzuci: „Przecież wszyscy wiemy, kto to jest!”, da znać, że istnieje jakaś wspólna wiedza na temat Iksińskiego, np. taka, że zajmuje się on szemranymi interesami.

Czy teksty informacyjne mogą być w stu procentach obiektywne?
Już w momencie, gdy dziennikarz wybiera temat, podejmuje subiektywną decyzję – konkretna sprawa, w porównaniu z innymi, wydaje mu się na tyle ważna i ciekawa, że zajmuje się właśnie nią. W tekstach informacyjnych nie powinniśmy jednak dostrzegać, jakie dziennikarz ma poglądy, i jeśli np. opisuje sytuację sporu, wszystkim stronom ma obowiązek poświęcić tyle samo uwagi. To się rzadko zdarza. Informacje powinny być też wyraziście oddzielane od komentarzy, natomiast coraz częściej te dwa gatunki dziennikarskie przenikają się wzajemnie – nie tylko w ramach jednego tekstu, ale nawet w ramach jednego zdania.

Dziennikarze świadomie posługują się perswazją językową?
Myślę, że tak, i to coraz częściej. Moim zdaniem największym zagrożeniem jest postępująca ideologizacja mediów. Właściwie trudno dziś znaleźć dziennik czy tygodnik opinii, który nie miałby wyrazistej orientacji światopoglądowej – mocno prawicowej albo zdecydowanie lewicowej. Tu zaczyna się problem, ponieważ dziennikarze nadużywają swojej władzy i bardzo świadomie posługują się językiem, który przypomina język propagandy. Jeśli przyjrzymy się tekstom np. z „Gazety Wyborczej” i z „Naszego Dziennika”, okaże się, że ich czytelnicy żyją w zupełnie innej Polsce i Europie, inni ludzie nimi rządzą, inne rzeczy się wokół nich dzieją. Nie ma punktów stycznych między tymi wizjami rzeczywistości. To wielki problem, ponieważ w ten sposób znika możliwość nawiązania jakiegokolwiek porozumienia i dialogu, który jest potrzebny demokracji.

Chcę być świadomą, krytyczną czytelniczką. Mam przed sobą tekst informacyjny z gazety codziennej.  Na co powinnam zwrócić uwagę podczas lektury?
Po pierwsze trzeba sprawdzić, czy obraz rzeczywistości, jaki proponuje nam autor artykułu, nie jest zbyt uproszczony i czarno-biały.  Jeśli opisuje jakiś spór, jedna strona nie może być przedstawiona wyłącznie pozytywnie, a druga negatywnie. Warto zwracać też uwagę na to, czy dziennikarz nie zajmuje pozycji atakującej, czy tekst nie jest napisany tylko po to, by kogoś zniszczyć. Sprawdźmy, czy jesteśmy w stanie odgadnąć, jakie poglądy ma autor artykułu. Pamiętajmy przy tym, że publicysta ma prawo ujawniać swoje zdanie, a dziennikarz informacyjny nie powinien tego robić. Warto zwrócić uwagę, czy w artykule pojawiają się wyrazy wartościujące – te najmocniejsze będzie łatwo znaleźć, to np. „hańba” czy „łachudra”. Spróbujmy też ocenić, czy tekst został przygotowany rzetelnie, czy np. pojawiają się w nim imiona i nazwiska osób, z którymi dziennikarz rozmawiał, dokładane nazwy własne, nazwy miejsc czy instytucji. Jeśli w tekście jakiś cytat przypisany jest „Pawłowi, socjologowi”, zawsze mam podejrzenie, że autor sobie tę osobę wymyślił.

Jakie elementy języka propagandy możemy znaleźć w tekstach prasowych?
Często mamy do czynienia z językiem skategoryzowanym, który przedstawia czarno-białą wizję rzeczywistości, bez odcieni szarości. W tekstach występują „nasi”, którzy zawsze mają rację, i „oni” – obcy, z którymi należy walczyć. „Oni” są wrogiem, a nie przeciwnikiem. To obraz rzeczywistości, który bierze się wprost z polityki, ponieważ media są coraz bardziej upolitycznione. Z kolei w tabloidach dziennikarze budują poczucie wspólnoty z czytelnikiem, zawsze biorąc stronę słabszego, a więc przeciętnego Kowalskiego, a nie polityka czy celebryty. Po awarii tramwaju w stolicy zadają więc pytanie: „Jak długo jeszcze warszawiacy będą rano drżeć o to, czy dotrą bezpiecznie do pracy?”. Chodzi o to, by stworzyć wrażenie solidarności i aby czytelnik pozostał wierny swojej gazecie.

Ciekawym przykładem są też pytania retoryczne.
Tak, ponieważ nie chodzi tu o uzyskanie odpowiedzi, ale o zasugerowanie pewnego sposobu myślenia, np. „Skąd on to wie?”, „Co on tam robił?”, „Kiedy poznamy prawdę?”.  Warto także zwracać uwagę na wykorzystywanie stereotypów, co jest bardzo popularne zwłaszcza w tabloidach. Pamiętam tytuł: „Syn gej porąbał rodziców siekierą”. To zestawienie „syna” z „gejem” sprawia, że od razu przeczuwamy, dlaczego on zabił. Zabił, bo był gejem, a więc jeśli ktoś jest gejem, to źle. To nieuczciwe wykorzystanie stereotypu, choć wydaje się, że na powierzchni tekstu nie ma negatywnego wartościowania homoseksualnej orientacji. Zwracajmy więc uwagę na wszelkie przejawy etykietkowania, na słowa typu „katol”, „lewak”, „komuch”, „czerwony”, „różowy”. Jeśli pojawią się w tekście informacyjnym, mamy do czynienia z próbą wpłynięcia na nasz ogląd rzeczywistości. Nieetyczne są również wszelkie zabiegi dehumanizujące, mówienie o „hołocie” czy „motłochu”, na co często pozwalają sobie politycy. Oczywiście bądźmy czujni na kwantyfikatory – „wszyscy”, „każdy”, „zawsze”, np.: „Każdy lewicowiec ceni Stalina”, „Wszyscy katolicy są bezmyślni”. Wszelkie uogólnienia są nieuczciwe.

Dziennikarze często korzystają z metaforyki charakterystycznej dla języka propagandy?
Powtarzają za politykami, że to, co się dzieje w Polsce, jest ciągłą walką, a nawet wojną. Przede wszystkim czytelnicy prasy prawicowej żyją w kraju zagrożonym, który za moment może przestać istnieć. Często wykorzystywana jest też metaforyka zdrowotna – kraj jest chory, trzeba go uleczyć, ktoś musi uzdrowić sytuację. Metafory są świetnym sposobem, by przekazywać jednoznaczne oceny.

Język mediów się zmienia?
Tak, ponieważ zmienia się język polski. Do tekstów przekrada się polszczyzna potoczna. Część artykułów zasadniczo napisana jest dobrym, porządnym językiem informacyjnym, ale jest on inkrustowany pojedynczymi potocznymi wyrazami, pojawia się w nich np. „obciach” albo ktoś kogoś „wrabia”.
Często wynika to z braku kompetencji językowej. Ale czasem dziennikarze używają np. wulgaryzmów, by zbliżyć się do czytelnika. To sposób na skrócenie dystansu i powiedzenie: „Popatrz, nasza gazeta jest taka jak ty!”. Następuje też infantylizacja języka, która wiąże się ze zjawiskiem tabloidyzacji współczesnych mediów. Kiedyś mówiło się do czytelnika w taki sposób, by mógł samodzielnie wyciągnąć wnioski. Teraz wszystko podaje się mu na tacy – używa się prostych słów, prostej składni, żeby wiedział, że „jest tak, a nie inaczej”.

Jesteśmy świadomymi czytelnikami?
Myślę, że nie, dlatego tak łatwo wpływać na nasze poglądy. Manipulacja zaczyna się wtedy, gdy naszego czytelnika, słuchacza czy widza traktujemy instrumentalnie i uznajemy, że nie jest równorzędnym partnerem w dyskusji. Nie podajemy mu więc zbioru faktów, by stworzył własny obraz rzeczywistości i wyrobił sobie opinię, tylko serwujemy mu własną wizję świata i to w taki sposób, by tego nie zauważył. Dziennikarz, który dopuszcza się manipulacji, jest nieuczciwy w stosunku do odbiorców. Nie pozwala im na samodzielne myślenie.

na początek