Podziel się Wykop Zaćwierkaj

Media pełne gwiazd

O potrzebie kreowania wizerunku, pieniądzach, tabloidyzacji oraz miłości do celebrytów opowiada dr Katarzyna Gajlewicz-Korab z Instytutu Dziennikarstwa UW

Rozmawiała: Ola Rzążewska

Czytelnicy i widzowie bardzo lubią gwiazdy, prawda?
Tak, to prawda.

Czy lubią je coraz bardziej? Bo przecież gwiazd jest coraz więcej – w gazetach, telewizji, internecie.
Rzeczywiście. I odbiorcy mediów lubią gwiazdy coraz bardziej, i gwiazd jest coraz więcej w mediach. A to dlatego, że świetnie przyciągają reklamodawców. I kółko się zamyka.

Czy wystarczy samo pojawienie się gwiazdy w mediach? Czy może musi ona wystąpić w jakiejś konkretnej roli?
Ależ skądże, wystarczy, że się pojawi. Ale ważne jest, byśmy sobie teraz wyjaśnili, kim jest gwiazda, a kim celebryta.

To zacznijmy od celebrytów.
Naukowo wyodrębniono tę grupę w latach sześćdziesiątych. I zdefiniowano, że są to osoby znane z tego, że są znane. Do tej grupy zaliczamy np. Natalię Siwiec czy Paris Hilton, które nie zajmują się niczym konkretnym. Próbują do swojej popularności dołączyć jakąś rolę, ale każda z nich jest jak człowiek orkiestra. Proszę zwrócić uwagę, że Paris Hilton była aktorką, piosenkarką, modelką, bizneswoman, DJ-ką, zaczęła błyszczeć na salonach i na ściance, ale nie ma żadnego talentu. Drugą kategorię wyłoniłam na potrzeby moich wykładów i to są celebryto-gwiazdy. Te osoby mają jakiś talent, ale nie potrafią przebić się z nim w przestrzeni publicznej, w związku z tym promują się, wykorzystując swoje życie prywatne, rodzinę, wygląd, robią wokół siebie bardzo dużo szumu i tak naprawdę nie za wiele im to daje. Są utożsamiane z tą pierwszą grupą, czyli z celebrytami. Dobrym przykładem jest Doda. Wiele osób podkreśla, że ma doskonałe warunki wokalne, ale promuje się, używając swojego życia prywatnego.

A trzecia grupa?
To gwiazdy w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Są to osoby, które mają talent i potrafią tak dobrze zarządzać swoim wizerunkiem, że pokazują się w mediach tylko z okazji np. wydania płyty czy premiery filmu. Zwróćmy uwagę na Wojciecha Malajkata, który zupełnie nie potrzebuje rozgłosu, broni się swoim talentem i wszyscy wiemy, kim jest.

Czy media lubią tak samo i gwiazdy, i celebrytów?
Niekoniecznie, bo lepiej się zarabia na celebrytach. Jeśli ukaże się wywiad z jakąś gwiazdą – zazwyczaj nie dotyczy on sfery prywatnej albo te kwestie są podawane w sposób zawoalowany – tylko czasami staje się on bardzo cenny. A celebryci zawsze przyciągają naszą uwagę, niezależnie od tego, co zrobią. Im częściej widzimy ich w gazetach czy telewizji, tym większą mają popularność. Tak swego czasu było z Michałem Wiśniewskim. Dowiedziałam się w jednej z gazet, że jak na okładce pojawiała się jego bardzo charakterystyczna czerwona czupryna, to automatycznie sprzedaż tego numeru rosła.

Czytamy o celebrytach, by zaspokoić ciekawość?
Oczywiście. Ekscytujące jest podglądanie tego, co się dzieje w intymnej sferze bardzo znanej osoby. My jesteśmy zwyczajni, przychodzimy do domu po godz. 17, zjadamy mielonego z ziemniakami i surówką z marchewki, a ta znana osoba chodzi na sushi, więc myślimy, że inne obszary jej życia też na pewno wyglądają zupełnie inaczej niż u nas.

Jakie wydarzenia z życia celebrytów i gwiazd najbardziej interesują czytelników?
Wszystkie związane z życiem osobistym – przede wszystkim śluby i rozwody, czyli relacje damsko-męskie, męsko-męskie albo damsko-damskie, także wszelkiego rodzaju coming outy, a dodatkowo narodziny dzieci. Istotne będą też kwestie zdrowotne – ktoś się rozchorował, komuś zmarł członek rodziny. Potem długo, długo nic i dopiero kwestie związane z ubiorem, zrzucaniem albo przybieraniem na wadze, operacjami plastycznymi. I na samym końcu są dokonania artystyczne. Albo i nie.

Po co mediom gwiazdy?
Mechanizm jest bardzo prosty. Media potrzebują celebrytów, żeby zarabiać. Są świetnym magnesem przyciągającym naszą uwagę i uwagę reklamodawców. Mówi się, że celebryci regulują naszą konsumpcję medialną. Jeśli w jakimś programie widzimy celebrytę, chętniej ten program oglądamy, a reklamodawcy chętniej płacą wtedy za reklamy emitowane w przerwie. Proszę mi wierzyć, nadawców nie interesuje to, co lubimy albo czego nie lubimy, zastanawiają się tylko nad tym, w jaki sposób mogą na nas zarobić pieniądze. Przyciągają reklamodawców do tych programów, które mają dużą oglądalność i są po prostu popularne. To jest mechanizm komercyjny, w którym praktycznie nie liczą się żadne wyższe wartości.

Czy to jest jakiś trend, że media zaczynają obsadzać celebrytów w roli ekspertów? Pamięta Pani na pewno tę sytuację, w której Kasia Cichopek wystąpiła w programie Tomasza Lisa jako psycholog w sprawie domniemanego jeszcze wtedy zabójstwa małej Madzi?
Oczywiście, że pamiętam, a to, o czym pani mówi, wiąże się ze zjawiskiem mediatyzacji, czyli mieszania się zachowań świata realnego i świata celebrytów. To coraz bardziej popularny trend, by celebryci pełnili role ekspertów. Do telewizji śniadaniowej zapraszani są np. aktorzy, którzy mają dzieci i są traktowani tak, jakby byli psychologami. Jaki to jest przekaz? Ty młoda matko zachowuj się tak, jak Olga Borys, która w Dzień Dobry TVN opowiadała, kiedy w pokoju dziecka należy zainstalować komputer. Dlaczego ja miałabym się sugerować opinią Olgi Borys? Tylko dlatego, że jest ona celebrytką. To jest właśnie to, co daje jej tę magię i pozwala mówić na każdy temat. Olga Borys ma decydować, kiedy ty masz zainstalować komputer w pokoju swojego dziecka. Taki jest przekaz medialny. Proszę wierzyć, że wielu z nas się na to nabiera.

Dlaczego tak się dzieje?
Ponieważ eksperci nie są już tymi typowymi, tradycyjnymi liderami opinii, którzy znają się na konkretnej dziedzinie i tylko w jej obszarze się wypowiadają. Pisała o tym w swojej książce prof. Małgorzata Molęda-Zdziech. Dziś eksperci nierzadko sami chcą być celebrytami. Dla mnie takim przykładem jest Maria Rotkiel, psycholog, która stała się celebrytką. Jeśli widzę na Pudelku jej zdjęcia podczas karmienia dziecka i jest to duży news, to ja – ale pamiętajmy, że ja jestem naukowcem – tracę zaufanie do niej jako do psychologa. Problem polega więc na tym, że celebryci weszli w rolę ekspertów dlatego, że liderzy opinii spadli do poziomu celebrytów. Światy liderów opinii, polityków i celebrytów tak się wymieszały, że my – odbiorcy mediów – sami nie wiemy, komu wierzyć. Media straciły funkcję edukacyjną, teraz mamy już wyłącznie infotainment, czyli rozrywkę podaną w formie newsa. To taka papka, którą jesteśmy karmieni.

Jak obecność gwiazd i celebrytów wpływa na poziom mediów?
Niestety wszechobecna jest tabloidyzacja, która pociąga za sobą obniżenie poziomu. Moim zdaniem w przyszłości doprowadzi to do tego, że będzie istniała jednorodna, całkowicie homogeniczna medialna pulpa, która nie będzie niosła ze sobą żadnych wartości, nie będzie miała funkcji informacyjnej. Ale pewna elitarna, niszowa grupa osób nie będzie czuła się usatysfakcjonowana i będą potrzebne jakieś media alternatywne, które zamiast blablania o niczym wniosą coś wartościowego do życia odbiorców. Powstaną malutkie instytucje medialne, które nadal będą trzymały taki poziom, jaki miały media przed kilkudziesięciu laty.

Więc jest jakieś światełko w tunelu?
Wydaje mi się, że tak. Mam nadzieję, że w całym tym ogłupiałym społeczeństwie ktoś będzie się temu sprzeciwiał. Przypuszczam, że to będzie bardzo niewielka, elitarna grupa, prowadząca dyskurs na poziomie Baumana czy Kołakowskiego.

To może jeszcze na koniec zastanówmy się, po co dziś celebrytom media?
Do kreowania własnego wizerunku. Nie ma innego, lepszego miejsca do promowania własnej osoby niż media, szczególnie media audiowizualne, czyli telewizja i internet. A po co celebryci to robią? Oczywiście po to, by zarabiać pieniądze. I tak kółko się zamyka, mediom zależy na kasie i celebrytom też. Pieniądze są najważniejsze, nie ma poza tym żadnej idei.

na początek