Podziel się Wykop Zaćwierkaj

Po pierwsze – zdjęcie

O fotografiach okładkowych, fotomontażach, polityku z dziwną miną i Monice Olejnik opowiada dr Joanna Szylko-Kwas z Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego

Rozmawiała: Ola Rzążewska

Jakie zdjęcia dziś trafiają na pierwsze strony gazet?
Na pewno takie, które są interesujące. Zdjęcie ma przyciągnąć uwagę odbiorcy i to jest jego głównym celem. Najczęściej musi przekazywać tyle emocji, by czytelnika zaciekawić, zainspirować, zaszokować, zadziwić. Bo wtedy nie tylko zatrzyma on wzrok na danej gazecie, ale będzie chciał ją kupić.

Mówimy o tygodnikach?
Tak, ale podobnie jest też w dziennikach. Zarówno „Gazeta Wyborcza”, jak i „Rzeczpospolita” stosują tzw. zdjęcia okładkowe. Są to duże fotografie i właściwie tylko one są widoczne, gdy gazeta leży złożona na pół w miejscu sprzedaży.

Czy to znaczy, że w gazetach opinii fotografie zaczynają pełnić taką rolę, jaką pełnią w tabloidach?
Nie, między jednymi a drugimi zdjęciami jest bardzo duża różnica. W dziennikach – przynajmniej w wydaniach ukazujących się od poniedziałku do piątku – zdjęcia na pierwszych stronach zawsze o czymś informują, choć mają też w sobie duży ładunek emocjonalny. Czyli np. jeśli na pierwszej stronie jest materiał o jakimś konflikcie, zdjęcie będzie pokazywać tragedię, krew, pożar, by przyciągnąć uwagę i sprzedać gazetę. Na kolejnych stronach zdjęcia będą prostsze, typowo informacyjne – zobaczymy budynek ministerstwa, ludzi podczas jakiejś konferencji czy spotkania.

Co w takim razie odróżnia wydania tygodniowe dzienników od wydania weekendowego?
Wydania tygodniowe bazują zdjęciowo na bieżących wydarzeniach, natomiast wydanie weekendowe jest lżejsze i często na pierwszą stronę trafia fotografia o tematyce kulturalnej albo ogólnej. Nie są to zdjęcia szokujące, zdarza się za to, że fotoedytor sięga po zdjęcia polityków czy celebrytów zrobione w sytuacjach mniej oficjalnych.

W weekendowym wydaniu dziennika na pierwszą stronę może trafić portret?
Bardzo często tak właśnie bywa. Jest to duże, ładne zdjęcie portretowe osoby, której twarz ma przyciągnąć uwagę czytelników. Wciąż wspominam o tym przyciąganiu i zatrzymywaniu uwagi odbiorcy, bo kiedyś o zdjęciach mówiło się, że pełnią funkcję ilustracyjną. A moim zdaniem teraz muszą przede wszystkim pełnić funkcję marketingową. Dzięki nim tekst staje się łatwiejszy, bardziej zrozumiały, przyjemniejszy w czytaniu. Wpływają też na nasze emocje i zachęcają do zakupu gazety, silniej wiążąc nas z tytułem.

W wydaniach tygodniowych możemy się za to raczej spodziewać zdjęć reportażowych?
Przy opisywaniu fotografii stosuję podział na cztery kategorie: zdjęcia informacyjne, reportażowe, portretowe i ilustracyjne. Najczęściej na pierwszej stronie jest zdjęcie informacyjne, przy czym trzeba wyraźnie podkreślić, że ta informacja wcale nie jest pozbawiona komentarza. Często w zdjęciach informacyjnych ukryty jest jakiś ładunek emocjonalny czy przekaz od fotoreportera, który w konkretnym momencie uchwycił daną sytuację. Przez jakiś czas obserwowaliśmy ciąg zdjęć ze szczytu NATO, gdzie fotografowani byli politycy. Jak jeden z nich zrobił głupią minę, właśnie to zdjęcie trafiało na pierwszą stronę. Teoretycznie było informacyjne, pokazywało polityków podczas szczytu, ale fotoedytor wybierał właśnie ten kadr, a nie inny. Więc do funkcji informacyjnej dołożony był jakiś komentarz, delikatny ładunek emocjonalny.

To teraz na chwilę wróćmy do tabloidów. Co tam trafia na pierwszą stronę?
Fotografie i fotomontaże. Często możemy tu trafić na zdjęcia udające, że ktoś je zrobił przypadkiem. Są np. delikatnie poruszone. W ten sposób przekonuje się czytelnika, że na pewno są prawdziwe. A dobrze wiemy, że tak nie jest. Część zdjęć w tabloidach jest reżyserowana, stylizowana,  przygotowywana specjalnie dla tego tytułu.

Kilka lat temu podniósł się wielki krzyk, że tygodniki opinii idą w stronę tabloidów, bo też prezentują na okładkach fotomontaże.
Ale proszę zwrócić uwagę, że tych fotomontaży w tygodnikach jest teraz coraz mniej i to też jest ciekawe. Myślę, że prasa opiniotwórcza zaczęła trzymać pewien poziom, by oddzielić się znacząco od tabloidów. Aczkolwiek tabloidyzacja jest widoczna w jakości i długości tekstów. Często tytuł artykułu jest bardziej szokujący niż fotografia, która mu towarzyszy. Natomiast tabloidyzacja w fotografii objawia się graniem na coraz niższych emocjach, używaniem coraz bardziej kontrowersyjnych treści. Z ubiegłego roku pamiętam okładkę tygodnika „W Sieci”, na której była Monika Olejnik z żyjącym jeszcze generałem Jaruzelskim. Na tym fotomontażu dziennikarka trzyma w ręku teczkę z aktem o wprowadzeniu stanu wojennego. Zdjęcie wyglądało jak prawdziwe, fotomontaż był zrobiony perfekcyjnie i tylko nasza wiedza o tym, że niemożliwe byłoby zrobienie takiego zdjęcia, obnażała prawdę. Takie rzeczy robi się oczywiście po to, by się przebić do czytelników.

I tak znów dochodzimy do funkcji marketingowej zdjęć. Kiedy fotografie straciły swoją najbardziej oczywistą funkcję, polegającą na pokazywaniu nam, że coś się wydarzyło?
Wtedy, gdy się okazało, że posługujemy się głównie obrazem i wolimy go od słów. W związku z tym potrzebujemy coraz więcej obrazu, musi on być coraz bardziej nacechowany emocjami, coraz bardziej wyrazisty, a co za tym idzie prosta fotografia informacyjna, która pokazuje jakieś wydarzenia, jest postrzegana jako nudna. W związku z tym fotoedytorzy nie chcą już dawać jej na pierwszą stronę. Wydaje mi się, że największa zmiana w tym obszarze wydarzyła się na przełomie wieków, kiedy to bombardowanie obrazem weszło na taki etap, że aby skupić uwagę czytelnika, trzeba było używać coraz silniejszych środków wizualnych.

To paradoks, że coraz bardziej skłaniamy się ku obrazom, a jednocześnie niosą one coraz mniej informacji. A może nie szukamy już w mediach informacji?
Mówi Pani teraz o infotainmencie – podoba nam się ta informacja, która jest podana w przystępny, atrakcyjny sposób. To swoiste perpetuum mobile – komunikujemy się za pomocą obrazu, ale ten obraz musi być coraz prostszy, coraz bardziej powierzchowny. Jeśli mamy fotografię czysto informacyjną, trzeba z niej wyczytać przekaz, więc musimy się skupić, zaangażować, a tego robić nam się nie chce. Wolimy mieć wszystko podane na tacy. A tak najłatwiej podać emocje. Taka sama sytuacja jest z reportażem. Jest go w prasie coraz mniej, bo większość czytelników uważa, że reportaże są długie i nudne. Odbiorcy są rozpieszczeni krótkimi i prostymi tekstami internetowymi i tego samego oczekują od zdjęć.

Czy zdjęcia jeszcze dziś w ogóle informują, że coś się stało?
Pewnie, że tak. Tylko gdzie? Najczęściej w internecie. Nie jesteśmy w stanie pojawić się w każdym miejscu, więc nie możemy sami zobaczyć wielu rzeczy, a zdjęcie sprawia, że dostajemy informacje z miejsca, w którym nas nie ma. Dostajemy wiedzę wyrażoną obrazem, której nie wyczytamy z treści.

No dobrze, to zdjęcia w internecie. Ale czy te drukowane w gazecie też nas informują?
Być może już nie. Jeśli informacje dostajemy najczęściej z internetu albo z telewizji, które działają najszybciej, to zdjęcia w gazecie będą już miały wtórną funkcję informacyjną. Będą tylko dodatkiem do tekstu o wydarzeniu, które już właściwie znamy.

Czy czytelnicy gazet chcą oglądać takie zdjęcia?
Przez to, że funkcjonujemy w kulturze obrazkowej, każde zdjęcie jest na swój sposób interesujące. Na pewno jest ciekawsze niż tekst, a w połączeniu z tytułem czy z podpisem, tworzy całość, która daje nam obraz tego, co znajdziemy w artykule. Często już go nawet nie czytamy, fotografia z podpisem zaspakaja naszą ciekawość. Więc tak – nadal chcemy oglądać zdjęcia, bo taki sposób zdobywania wiedzy jest przyjemny i prostszy niż czytanie.

A jakie warunki musi spełnić zdjęcie, by fotoedytor umieścił je w środku gazety codziennej?
Na pewno jest to zdjęcie mniejszego formatu, niż to na pierwszej stronie, często zawiera prostszą informację, przekazuje mniej emocji. Mogą to więc być np. zdjęcia samochodów zaparkowanych przed budynkiem ministerstwa, zdjęcie torowiska z informacją, że tramwaje jednak jeszcze nie pojadą daną ulicą. Jednym słowem, zwykłe zdjęcia ilustracyjno-informacyjne.

Czy to są szerokie kadry?
Tak, częściej niż w przypadku zdjęć okładkowych są to szersze kadry. To oczywiste – wiadomo, że węższy kadr wywoła silniejsze emocje, niż zdjęcie zrobione z większej odległości. W środku gazety pojawiają się też zdjęcia ilustracyjne z banków zdjęć. Są łatwo i szybko dostępne i co bardzo ważne –  tanie. To istotne w obliczu tego, że większość redakcji zwolniła zespoły swoich fotoreporterów.

Czy w takim razie fotografia prasowa ma szanse przetrwać?
Pewnie, że tak. Nawet w najczarniejszych myślach nie dopuszczam do siebie, by mogło być inaczej, by fotografia pozowano-ustawiana, którą możemy kupić w bankach zdjęć, wyparła fotografię prasową. Nie ma takiej możliwości. By tak się stało, musiałaby zniknąć prasa, a ona na pewno nie zniknie.

na początek