Podziel się Wykop Zaćwierkaj

Jak się w to wgryźć?

O tym, czy tygodniki to pisma dla tych, którzy nie nadążają, o współ-internecie i nastoletniej blogerce wydającej własne pismo o modzie opowiada dr Alek Tarkowski, socjolog

Rozmawiała: Anna Błaszkiewicz

Gimnazjaliści uczestniczący w naszych warsztatach przyznają, że rzadko zaglądają do gazet albo nie robią tego wcale. Czy prasa papierowa ma jeszcze szansę dotrzeć do tej grupy wiekowej? Czy została już całkowicie wyparta przez internet?
Mam wrażenie, że młodzi ludzie nigdy szczególnie chętnie nie sięgali po gazety, nawet wtedy, gdy istniały wyłącznie te papierowe. Ja jako nastolatek kupowałem tylko „Świat Młodych”. Mam też jedno wspomnienie związane z „Polityką” – w któreś wakacje ojciec dał mi ją do przeczytania, bo był tam artykuł o prezydencie ludożercy, Idi Aminie. Możemy oczywiście już teraz ubolewać nad upadkiem kultury obywatelskiej w tym pokoleniu, ale dużo ciekawsze jest pytanie, na które na razie nie znamy odpowiedzi, tzn. jak ci młodzi ludzie będą się później zachowywać? Minie pewnie jeszcze 10 lat, nim odpoczną po szkole, studiach i zainteresują się „poważnymi” sprawami. Nie umiemy przewidzieć, jak bardzo w tym czasie zmienią się same media. Teraz np. czytanie gazet na tabletach nie jest specjalnie popularne, ale co będzie za parę lat? Oczywiście chciałbym, żeby istniało u nas jakieś ambitne pismo dla młodzieży. Amerykanka Tavi Gevinson, która jako 12-latka stała się jedną z najważniejszych blogerek modowych na świecie, kiedy miała 15 lat zaczęła wydawać własny magazyn dla dziewczyn w wersji papierowej i on-line (www.rookiemag.com). To fajna historia i niegłupia gazeta. Takich przykładów warto szukać.

Jest w nas takie przekonanie, że jak ktoś w dzieciństwie czytał „Misia”, to są większe szanse, że jako dorosły sięgnie np. po „Newsweeka”.
Dlatego mój kolega, medioznawca, kupuje swoim dzieciom takie pisma, jak „Świnka Peppa” czy „My Little Pony”. Chce zaszczepić w nich ideę, że istnieje coś takiego, jak regularnie pojawiające się tytuły. I to pewnie ważne działanie, choć nie mam poczucia, że jak ludzie całkiem przestaną czytać tygodniki opinii, świat się skończy. Być może nowe formy, które się pojawią, będą równie ambitne i przydatne. Najważniejsze, byśmy mieli wybór i potrafili tego wyboru świadomie dokonywać.

Jedna z uczestniczek naszych warsztatów zasugerowała, że po tygodniki opinii, np. po „Politykę”, sięgają osoby, które nie bardzo wiedzą, co się wokół nich dzieje, chcą się zorientować i nadrobić zaległości. Ci lepiej wykształceni i obyci są przecież na bieżąco dzięki internetowi.
To złudzenie, że wszystko jest w sieci, a my mamy do tego nieograniczony dostęp. Może tak było kilka lat temu, gdy wydawcy nagle zrozumieli, że muszą być on-line.  Dziś widzimy coś, co można nazwać „efektem piano”. Piano to paywall czyli system, który umożliwia dostęp do pewnych treści, np. reportaży publikowanych w „Dużym Formacie”,  dopiero po wykupieniu abonamentu. Jeśli nie zapłacimy, nie przeczytamy całości. Choć niektórzy zbytnio fetyszyzują papier, jest coś cennego i niezwykłego w regularnie ukazującej się gazecie – dopracowanej i zamkniętej całości. Jak leży na biurku,  wyróżnia się spośród innych rzeczy. Z prasą on-line jest inaczej. Serwisy z ambitnymi newsami wyglądają tak samo jak te z plotkami, przypominają blogi, a nawet sklepy internetowe. Wiadomości pojawiają się, znikają, przelatują przed oczami. Od kilku lat w badaniach World Internet Project (www.worldinternetproject.net) pyta się różne grupy wiekowe, które medium jest dla nich najważniejsze. Wychodzi na to, że dla starszych osób to ciągle prasa i telewizja, a dla młodszych – internet i komórka, przy czym dla tych najmłodszych – komórka. Tyle, że jak kiedyś młody człowiek odpowiadał „komórka”, znaczyło to, że najważniejsze są dla niego relacje z ludźmi, które podtrzymuje dzwoniąc i esemesując. Ale teraz, kiedy są smartfony, komórka to już coś całkiem innego.

A czy młodym ludziom wystarcza, że są odbiorcami dostarczanych treści, czy zawsze chcą być także ich współtwórcami albo chociaż komentatorami?
Wszystkie tezy wygłaszane o gotowości do ekspresji i interakcji są mocno przesadzone. Chyba, że uznamy za ekspresję ciągłe wrzucanie zdjęć do sieci.

W internecie młodzi ludzie szukają informacji czy rozrywki?
Badanie World Internet Project pokazuje, że przede wszystkim rozrywki. Ale tak naprawdę nie potrafimy się jeszcze dobrze wgryźć we wzorce zachowań nastolatków w sieci. Jeśli deklarują, że interesuje ich taka kategoria jak „edukacja, nauka, informacja”, tak naprawdę nie wiemy, czy chodzi o świadome poszukiwanie wiedzy i wiadomości ze świata, czy po prostu mają na myśli „wypełnianie obowiązku edukacyjnego”. W badaniu „Młodzi i media” (www.swps.pl/images/stories/dokumenty/RAPORT_SWPS_mlodzi_i_media.pdf) pojawił się też taki termin jak współ-internet. Okazuje się, że grupy znajomych nastolatków nie korzystają z jednego, wielkiego, światowego internetu, tylko dogadują się między sobą i ustalają np.: „wszyscy lubimy last.fm i tam sprawdzamy, czego słuchamy”. Jest też wielki świat serwisów dla młodzieży, od ściąg, przez humor, po wszystkie „oceń mnie” i „poznaj mnie”. To na razie dla nas kompletna mgławica. Wzorce zachowań nastolatków w sieci są naprawdę bardzo zróżnicowane.

Zapytani o media, z których korzystają, prawie wszyscy wymieniają za to Facebooka.
On bardzo skutecznie wypełnia im wolny czas. Polecam książkę (www.danah.org/itscomplicated/) danah boyd (red. autorka w taki sposób zapisuje swoje imię i nazwisko), która analizuje, jak nastolatki w Ameryce korzystają z mediów społecznościowych. Tego, jak jest w Polsce, nikt jeszcze porządnie nie przebadał. Tak naprawdę Facebook dla każdego może być przecież czymś innym. Jedna osoba jest sportowcem, druga kujonem, trzecia interesuje się modą, więc różne treści są dla nich najważniejsze. Ktoś powinien się w to wreszcie wgryźć.

na początek